wtorek, 4 czerwca 2013

Powroty


Nie wiem, ile już razy w życiu wracałam do poszczególnych tomówJeżycjady Musierowicz, ale na pewno każdą z książek przeczytałam co najmniej dwa razy (a większość raczej z sześć lub więcej). Przychodzą czasami takie chwile w moim życiu, że nie mam ochoty czytać niczego innego poza Astrid Lindgren, lub Musierowicz. Potrzebuję jakiejś odtrutki, odpoczynku i powrotu do tego, co znane i kochane. W takim właśnie stanie tkwię teraz już od jakiegoś miesiąca i jest mi z tym bardzo, bardzo dobrze, jednak myślę, że już wkrótce sięgnę po coś innego, choć chętnie przeczytałabym całą Jeżycjade od deski do deski.
Zastanawiam się, kiedy po raz pierwszy spotkałam się z rodziną Borejków.. myślę, że było to bardzo wcześnie, w każdym bądź razie pierwszą książką, jaką dostałam była Noelka. Mama dała mi ją pod choinkę w 1993 roku, byłam wtedy jeszcze całkiem mała, z całą pewnością za mała na tę lekturę, ale sądzę, że przeczytałam ją, gdy miałam koło dziewięciu, dziesięciu lat. No i wpadłam. Zakochałam się i odwrotu nie było, czekałam z ogromnym utęsknieniem na każdy kolejny tom. 
Za każdym razem, kiedy czytam książki Musierowicz odkrywam w nich coś nowego. Oczywiście uwielbiam całą rodzinkę Borejków i w zasadzie wszystkich innych bohaterów powieści. Są dla mnie niemal, jak przyjaciele i mam wrażenie, jakbym znała ich na wylot. Wspaniały jest ich ciepły, dobry dom, w którym liczą się ludzie, a nie pieniądze, liczy się to, co w sercu, a nie portfelu, gdzie nie pędzi się za nowinkami dzisiejszego świata. Cenię sobie ich mądrość i traktuje ich w zasadzie, jak bliskich przyjaciół. Kolejnym ogromnym plusem powieści jest to, że można się przy nich nie raz roześmiać, a już na pewno prawie przez cały czas lektury nie schodzi z twarzy ciepły, serdeczny uśmiech. Piękne są też te wzruszające i zawsze bardzo mądre fragmenty, bo przecież Musierowicz wcale nie unika tematów ciężkich, jak na przykład śmierć bliskich. 
Każda z lektur jest też odpowiednia na inną porę roku. Na przykład w Święta Bożego Narodzenia obowiązkowo należy przeczytać rewelacyjną Noelkę a w wakacje wprost nie da się uniknąć lektury Nutri i Nerwusa. Nie raz zastanawiałam się, które części są moimi ulubionymi, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nie umiem dokonać takiego wyboru, za to na pewno nie jestem zwolenniczką teorii, że tylko stara Musierowicz jest dobra. Owszem, przyznaję, że wśród pozycji, do których najchętniej wracam, królują te starsze, jednak nie umiem skreślić nowszych części. Budzą we mnie tak samo dużo pozytywnych uczuć, przecież wciąż spotykam się z tymi samymi ludźmi i wciąż dostaje od Musierowicz zamkniętą w niecałych dwustu stronach doskonałą pigułkę do poprawienia nastroju. Za każdym razem po przeczytaniu historii Borejków poprawia mi się humor, potrafię spojrzeć życzliwszym okiem na otaczającą mnie rzeczywistość, być ciut lepszym człowiekiem- dlatego chylę czoła przed panią Musierowicz i uważam, że stworzyła ona coś pięknego!
Ostatnio przeczytałam Kwiat kalafiora, Dziecko piątku i Nutrię i Nerwusa. Dwie ostatnie książki są typowo wakacyjne. Tym razem największe wrażenie zrobiło na mnie Dziecko piątku. Kiedyś chyba nie aż tak bardzo lubiłam tą część, ale po ostatniej lekturze jestem zachwycona! Jest wyjątkowo mądra, a postać babci Aurelii, jest niesamowita. To taka mądra i kochana kobieta, pomarzyć o takiej babci. Nic tylko jechać do jej bielonego domu z drewnianymi podłogami na wakacje! Pełno tu swojskich smaków i przyjemnego wakacyjnego nastroju spokojnej, sielankowej wsi polskiej.
A oto na zakończenie mądrości babci:
 - No, co będzie babciu? Ze mną nie tak prosto. Ja jestem nietypowa.
- Ale tam! Nie jesteś!
- Ależ oczywiście, że jestem!!!
- Jak tak, Orelka, to każdy jest nietypowy. Przestań już tyle myśleć o sobie, nie masz ciekawych tematów?
- Ależ babciu, o czym  ty mówisz, jak ja mogę przestać myśleć o sobie, kiedy właśnie ze sobą mam największe problemy?
- A bo mówię ci za dużo o nich rozmyślasz. Twoja mama też taka była.
- Tak?!
- Też miała dużo kłopotów ze sobą. A ja jej zawsze tak samo mówiłam: człowiek jest potrzebny innym ludziom, a ci inni są jemu potrzebni. Och, denerwowała się, nie słuchała prostej i głupiej baby, sama wiedziała najlepiej. A to jest tak, że jak się człowiek odgradza od innych- to tak, jakby zniknął. A im więcej ze siebie rozda- tym bardziej żyje.

M.

20 komentarzy:

  1. Ostatnio też czytam...:)
    Tak sobie wyciągam Jeżycjadę, wypożyczam stare, nieprzeczytane jeszcze książki dla dzieci i zatapiam się w świat, gdzie jest spokojnie...

    "Dziecko piątku" z każdym czytaniem daje coraz więcej... Ostatnio nawet mówię o niej, moja ukochana część :D

    OdpowiedzUsuń
  2. no, dokładnie "Dziecko piątku" dużo daje! za każdym razem coś nowego można odnaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale patrząc obiektywnie, nie tylko "Dziecku piątku". Pamiętam, jak miałam okres, w którym zagłębiałam się w "Kłamczuchę". Niby leciutka, denerwująca (jak ja jej nie lubiłam po pierwszym czytaniu!), a potem coraz głębiej. "Noelka", "Szósta klepka"... Wszystkie.
    Tylko na każdą przeznaczony jest inny czas w naszym życiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to prawda :) ja kiedyś uwielbiałam "Kłamczuchę", ale póki co nie ciągnie mnie do niej. "Noelka", to tak, jak napisałam, co roku w Boże Narodzenie :) a właśnie na "Szóstą klepkę" też mam teraz ochotę! :) ja miałam okres uwielbienia "Nutri i Nerwusa" , teraz mniej mi się podobało, ale to dlatego, że po "Dziecku..." byłam :) zapraszamy do obserwowania nas :)

      Usuń
    2. cieszę się, że tu do nas zajrzałam, bo ja właśnie zajrzałam do Ciebie i jestem oczarowana o czym i jak piszesz!

      Usuń
    3. "Nutria i Nerwus" - wakacji bez tej książki nie było... Pamiętam, najpierw egzemplarz z biblioteki a potem własny zabierałam na każdy wyjazd. Tak dla pewności.;-)

      Ja jestem ciekawa, jak by teraz wypadł "Tygrys i Róża". Nie wrócę, bo na półce nie mam, jednak muszę do biblioteki zajrzeć. Wydaje mi się, że książka też będzie z tych mocniejszych...

      A zaobserwuję chętnie (chociaż z mojej strony to jedynie nabijanie obserwatorów, których mają i tak zlikwidować, bloga od dawna mam w linkach :))

      Usuń
    4. Miło mi :) Dziękuję.

      Usuń
    5. a no może coś w tym nabijaniu jest ;) na początku wciąga, a my początkujące ;) ale dobrze, że napisałaś, bo ja jestem oczarowana twoim blogiem i czuję, że pochłoniesz sporo mojego czasu :) już widzę, że dużo piszesz o moich ukochanych książkach z dzieciństwa i tych z okresu "wcześniejszej młodości" ;) i jestem zachwycona :) Ania Shirley powiedziałaby, że odnalazła bratnią duszę! :)

      Usuń
    6. "Tygrys i Róża"... mam takie odczucie, że mnie w tej książce zabrakło tego specyficznego ciepła, zresztą ja nadal się zastanawiam, co czuję do Laury? :) tak, jak mówię, jednak do tych nowszych książek wracam rzadziej, teraz bym chciała jeszcze "Opium w rosole" przeczytać.

      Usuń
    7. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że z wzajemnością:) Przeglądam bloga (Myśliwski - ja właśnie czytam powolutku po raz pierwszy "Traktat!", ukochana Tove, Siesicka, reportaże z Czarnego) i oderwać się nie mogę.
      A w Krainie dużo takich książek dziecięco-młodzieżowych z tego prostego powodu, że mam do nich wielki sentyment. I chociaż czytam Larssona, Liberę itd. to do biblioteki dziecięcej zawsze zajrzę i coś wyniosę. Nawet dzisiaj Nesbit przytaskałam. I kawałek prozy Gałczyńskiego dla dzieci...:)

      "Tygrys i Róża"
      Ja Laurę po prostu lubię. Albo raczej rozumiem miejscami i wierzę, że gdybyśmy się znały, to w naszym milczeniu byłybyśmy zgodne.
      "Opium w rosole" - jedna z ukochanych (zresztą, tam wszystkie są ukochane). Ja raz jedynie przeczytałam "McDusię", a podobnież odkrywa się coraz więcej. Zobaczymy jak tutaj będzie. Chociaż jeszcze się z nią nie oswoiłam. Nie wracam do niej jak do innych.

      Usuń
    8. "Opium w rosole" - właśnie niedawno po raz kolejny przeczytałam! Za każdym razem odkrywam coś nowego w tej książce...

      Usuń
    9. Mery, Myśliwski jest wg mnie genialny, "Traktat" już dwa razy czytałam i wiem, że jeszcze wrócę. Potem polecam "Kamień na kamieniu", potem "Nagi sad"... :)

      Usuń
  4. Sama miałabym ochotę przeczytać całą Jeżycjadę, bo jakoś wspomnienia z dzieciństwa trochę mi się rozmyły, ale zawsze szkoda mi na nią czasu... kiedyś musi nastąpić pełna mobilizacja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, na Jeżycjadę nie ma co żałować czasu :)

      Usuń
  5. M., doskonale Cie rozumiem! Uwielbiam całą Jeżycjadę, zaglądam do książek Musierowicz, kiedy tylko chce na chwile zapomnieć o dorosłości i wrócić do tych czasów, kiedy czytałam je po raz pierwszy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Jeżycjadę i bardzo lubię do niej wracać, ale jest tyle książek, które chciałabym przeczytać a czasu tak niewiele, że nie wiem kiedy mi się to uda. Ale na książki Musierowicz zawsze jest odpowiednia pora :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do "Jeżycjady" będę wracała do końca mojego życia :) Ignacy, Mila, Gabrysia, Laura- te postacie są mi tak bliskie, jakbym znała je osobiście. I kiedy w ostatniej części pożegnaliśmy profesora Dmuchawca to aż się przestraszyłam co będzie, kiedy zabraknie Mili i Ignacego? Przecież mają już swoje lata, a bez nich te książki nie będą takie same.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bym bardzo chciała aby w mojej bibliotece znalazły się wszystkie części Musierowicz. Kiedy byłam mniejsza (około 10-12 lat) moja ówczesna przyjaciółka zaczytywała się w tych książkach, mnie jakoś do tego nie ciągnęło. Teraz to się zmieniło, nadrabiam książki tej autorki bo są cudowne, i rzeczywiście tak jak Ty ja również potrzebuję chwili odtrutki i czytam sobie takie arcydzieło.
    Pozdrawiam :)
    ps. wielki szacun za to, że książki czytałaś ponad 6 razy! ŁAŁ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clary, to są tak książki na jeden dzień, ja jak zacznę czytać M.M., to nie umiem się za bardzo oderwać :) więc te sześć razy, to nic wielkiego ;) ja też bym chciała mieć wszystkie części, niestety mam nie wiele, ale siostra na szczęście ma więcej :D

      Usuń