środa, 27 lutego 2013

"Petropolis"- Anya Ulinich

Nie wiem jak wam, ale mi szalenie podoba się okładka "Petropolis. Wyraziste kolory,  dobry pomysł. Rzuca się w oczy. Biorąc pod uwagę, że okładka ma przyciągnąć i zainteresować, to ta, według mnie, zdaje egzamin na szóstkę. To pierwszy (z tych mniej istotnych) walor tej książki, ale na pewno nie ostatni. "Petropolis" ma znacznie więcej atutów! Bardzo się cieszę, że ta powieść trafiła w moje ręce.

Lektura tej książki uświadomiła mi jak wielkie mam szczęście, że urodziłam się tu, gdzie urodziłam. Że miasto, w którym żyję nie ogranicza mnie w żaden sposób i daje możliwość  rozwoju, nauki, daje dostęp do kultury i wszelkich dóbr cywilizacji. Nie wszyscy mają jednak takiego farta, między innymi główna bohaterka Sasza. Miejsce, w którym ona się urodziła można śmiało nazwać końcem świata. Jest to bowiem Azbest II, nieduże miasto gdzieś na Syberii. Miasto, w którym oprócz bloków, kamienic, szkół  i nieasfaltowanych dróg, nie ma prawie nic. Nie ma życia kulturalnego, żadnych kin, teatrów czy restauracji. Najbiedniejsi mieszkają w wielkich, betonowych rurach. Co robić w takim miejscu, jak się nie poddać? Nie ma się co dziwić, że młodzi ludzie, ci ambitniejsi, pragną stąd wyjechać. Jeśli im się nie uda, nie pozostaje im wiele możliwości. Mogą pracować w fabryce lub ewentualnie w szkole, a czas wolny spędzać nad kieliszkiem wódki tak ja większość mieszkańców Azbestu.


Matka Saszy pragnie, żeby jej córka osiągnęła w życiu coś więcej, pochodzi w końcu z rodziny inteligenckiej. Za wszelką cenę stara się umożliwić jej wyjazd, załatwiając miejsce w liceum plastycznym w Moskwie. W zrealizowaniu tego planu matce Saszy nie przeszkadza nawet fakt, że dziewczyna zachodzi w ciążę. Jako osoba bardzo apodyktyczna, sama decyduje, że mała Nadia będzie dorastała w przekonaniu, że Sasza jest tylko jej siostrą. 


Sasza wyjeżdża do Moskwy, jednak nie bawi tam długo. Los rzuca tę zaledwie szesnastoletnią dziewczynę do Ameryki jako narzeczoną z katalogu. Dziewczyna wiąże z Ameryką duże nadzieje, pragnie odnaleźć tam swojego ojca, który przed paroma laty zostawił ją i matkę i wyemigrował za ocean.

Początkowo lektura "Petropolisu" szła mi dość opornie, wkrótce jednak wciągnęłam się i zaczytałam bez reszty. Chęć odkrycia dalszych losów Saszy była niekiedy silniejsza od innych potrzeb. Dziewczyna w wieku kilkunastu lat ma znacznie większy bagaż doświadczeń niż wiele kobiet sporo od niej starszych. Są to w wielu przypadkach wspomnienia trudne, o których wolałoby się zapomnieć. Sasza jednak jest osobą silną, twardą, która nie poddaje się łatwo przeciwnościom losu. Chwilami główna bohaterka irytowała mnie, wzbudzała mieszane uczucia; drażniła, ale też imponowała, więc suma summarum zaskarbiła moją  sympatię. 

Liczne zabiegi użyte przez autorkę, między innymi retrospekcje, dają nam pełny i klarowny obraz historii Saszy. Jej zachowanie, postępowanie, które często może być dla czytelnika dziwne, wyjaśnione epizodami z  jej dzieciństwa. Dzięki temu łatwiej nam ją zrozumieć, wczuć się w jej sytuację.

Książka bogata jest w wiele barwnych i przede wszystkim niebanalnych bohaterów. Nikt nie jest czarny albo biały. Matka Saszy jest apodyktyczna i krytyczna, ale umie działać wytrwale i konsekwentnie i bardzo kocha swoją córkę. Jej ojciec jest nieodpowiedzialnym tchórzem, ale można liczyć na jego wyrozumiałość. 

"Petropolis" jest jedną z tych książek, których nie chciało mi się kończyć. Tak jak na początku czytało mi się ją opornie, bo nie mogłam się wciągnąć, tak pod koniec szło mi opornie, bo chciałam przedłużyć jej lekturę. To jest naprawdę wartościowa książka! Chwilami nieprzyjemna, trochę przygnębiająca, ale ostatecznie dająca nadzieję. Taka, obok której nie przechodzi się obojętnie, bo jej lektura zapewnia prawdziwe emocje. Naprawdę warto poświęcić jej trochę czasu.

J.

8 komentarzy:

  1. Tak jak okładka prawdę mówiąc niezbyt mi się podoba, tak fabuła, wręcz przeciwnie :)
    Książka wygląda na interesującą, jest w moim guście, a więc się za nią rozejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam książki, które pozwalają mi docenić to, co mam. Cieszą mnie nieszablonowi bohaterowie - nikt nie jest tylko dobry, lub tylko zły, jesteśmy sumą zalet i wad, trzeba o tym pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, idealni bohaterzy są irytujący.

      Usuń
  3. Akurat okładka nie za bardzo przypadła mi do gustu, ale widzę, że z fabułą jest już zupełnie inaczej. Uwielbiam, kiedy bohaterowie są nieszablonowi i potrafią wywołać we mnie falę uczuć i emocji, czasami nawet skrajnych. Cenię to. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście okładka jest ciekawa, zresztą sama książka też się taka wydaje, szczerze mówiąc bardzo mnie zaciekawiłaś tą recenzją, na pewno prędzej czy później ją przeczytam

    zapraszam do mnie na konkurs
    http://mieedzykartkami.blogspot.com/2013/03/konkurs.html

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tam akurat okładka razi, taki "oczojepny" kolor można powiedzieć. Natomiast co innego można powiedzieć o opisie.
    Zaciekawiło mnie to, ale nie podejme się przeczytania. Może kiedyś sobie o niej przypomnę (tak za kilka lat) i odkryje tamten świat.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka mnie też nie przyciąga. Książka jako książka jednak mogłaby być ciekawa, jednak nie na teraz. :)
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie również okładka nie przyciągnęła, ale twoja recenzja jest bardzo zachęcająca :) będę pamiętać o tej książce w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń