poniedziałek, 4 marca 2013

Prowincja pełna rozczarowań


Zaczęło się od tego, że na którymś z blogów zobaczyłam zapowiedź trzeciej części trylogii Katarzyny Enerlich- „Prowincja pełna smaków”. Opis wydawał mi się ciekawy i smakowity, więc pomyślałam, że chcę tę książkę przeczytać. Potem rozejrzałam się za dwoma pierwszymi częściami i postanowiłam nabyć „Prowincję pełną marzeń”. Książka dodatkowo zachęciła mnie okładką. Ładna, zielonkawa kolorystyka, piękny mlecz i efekt starego zdjęcia. Kupiłam, odłożyłam na półkę, by skończyć to, co czytałam uprzednio, po czym z wielkim zapałem zabrałam się za lekturę „Prowincji pełnej marzeń”.

Wiedziałam, że powieść pani Enerlich należy do grupy typowych „babskich czytadeł”, a nie ukrywam, że od czasu do czasu lubię coś takiego przeczytać, bo po prostu tego typu lektury sprawiają dużo przyjemności i zapewniają  relaks. Ostatnią książką w tym stylu, którą przeczytałam, była cudowna „Cukiernia pod Amorem”. Całą trylogię Gutowskiej- Adamczyk lubię bardzo i uważam, że są to naprawdę dobre powieści! Liczyłam na coś podobnego i… niestety rozczarowałam się boleśnie!

Zaczynało się całkiem ciekawie i początkowo moje emocje były pozytywne. Już sama perspektywa przeniesienia się na kilka chwil nad mazurskie jeziora była dla mnie nie lada zachętą. Fabuła też zarysowywała się całkiem, całkiem, do tego polubiłam główną bohaterkę- Ludmiłę. Nieco nieśmiała, rudowłosa, lubiąca gotować i zbierać zioła- pomyślałam- fajna babka! Przyjemnie mi też było w jej przytulnym mieszkanku znajdującym się w starej, pełnej szeptów z przeszłości, kamiennicy. Również jej miłosna historia zaczęła się ciekawie, bo niosła ze sobą wzruszające wspomnienia.
I tak mniej więcej, przez pierwsze sto stron, czytało mi się naprawdę dobrze. Niestety… kolejne rozdziały przynosiły coraz więcej rozczarowań, a z każdą kolejną stroną czułam narastającą we mnie irytację. Książkę dokończyłam w mękach!

Co mi się tak bardzo nie spodobało?

Już odpowiadam. Po pierwsze- fabuła, która jak nadmieniłam, zapowiadała się ciekawie, zaczęła stopniowo robić się co raz bardziej naiwna, aż w końcu stała się nieznośna, a moje nerwy zaczęły sięgać zenitu! Nie chcę zdradzać szczegółów, bo może ktoś będzie chciał książkę przeczytać, ale podam bodaj jeden przykład. Ludmiła dowiaduje się po latach niewiedzy, że ma siostrę. Jej ukochany, nieżyjący już tata, pojechał swego czasu na turnus do sanatorium i (czy to trzeba pisać? Czy to zbyt oczywiste, co wydarzyło się dalej?) zdradził swą żonę, przy okazji płodząc dziecko z inną kobietą. Ale cóż z tego? Ludmiła i Hania w ułamku sekundy zaprzyjaźniają się i dogadują tak dobrze, że Hania opuszcza Wrocław i zamieszkuje z Ludką na Mazurach! Ludmiła rezygnuje z pracy w redakcji…. Jedna przepłakana noc, kilka telefonów do znajomych, że szuka zajęcia, że to i tamto i bach! Ludmiła już wie, co będzie robić! Będzie sprzedawać swoje rękodzieło przez internet! Wystarcza zaledwie kilka dni, a interes rozkręca się do tego stopnia, że przynosi kobiecie większe zyski, niż praca w redakcji! Po drugie- Ludmiła. Ludmiła zraniła moje serce! Bo polubiłam ją, a zaraz potem musiałam diametralnie zmienić o niej zdanie! Myślałam przecież, że jest fajną babką! A okazała się być niezrównoważoną emocjonalnie egoistką! 

Widzicie ile tu wykrzykników? Jestem świeżutko po lekturze i nadal grają we mnie nerwy! Bo ta książka mogła być zupełnie inna! Mogła być naprawdę dobra! Bo miała pachnieć ziołami, łąkami i potrawami! Naprawdę, dawno żadna lektura nie rozczarowała mnie aż tak bardzo! 

Jedyne, co muszę przyznać- powieść wciąga. Nie mogłam się od niej oderwać, dlatego wiem, że i tak przeczytam dwie kolejne części. Szczególnie ciekawa jestem ostatniej, bo podobno najlepsza… Pytanie tylko, czy jestem w stanie dać drugą szansę Ludmile? Może jako kobieta dojrzalsza, stateczniejsza, będzie nieco bardziej strawna? 

Plusem książki jest kilka ciekawych wiadomości o historii  przedwojennych Prus Wschodnich. Mogłabym wypisać miejscowości, które odwiedza Ludmiła i chętnie je odwiedzić i być może tak zrobię. Doceniam też, że opowiada o życiu na prowincji. Podoba mi się wizja spokojnego życia, kupowania warzyw na targu od sprzedawców, których się zna, z którymi zawsze można zamienić parę słów. Mogłabym tak żyć.

Jednak niestety, to co najbardziej zepsuło tę powieść, to nieprawdopodobieństwo wydarzeń. Rozumiem, że to powieść, ale w końcu to jednak ma być właśnie powieść! Nie bajka. 
Książkę odstawiam na półkę. Potrzebuję teraz jakiegoś leku w postaci znacznie ambitniejszej lektury. Pustym słowom już dziękuję. 


M.


W ramach wyzwania "Polacy nie gęsi"

12 komentarzy:

  1. czytałam jedynie "Prowincję pełną smaków", która bardzo mi się spodobała ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, czytałam Twoją bardzo pozytywną i fajną recenzję, dlatego napisałam, że chcę przeczytać resztę trylogii. może byłam zbyt na świeżo, może gdybym dała sobie chwile, to nie napisałabym już tak ostro. Ale naprawdę naiwność zdarzeń przechodziła w tej książce wszelkie pojęcie!

      Usuń
  2. banalna fabuła, traktująca czytelników jako istoty bardzo naiwne to coś, co mnie naprawdę mocno denerwuje w książkach... nie wiem czy przeczytam tą książkę - całą serię. może gdzieś, kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przeczytałam tylko ostatnią część i było w porządku, ale zdecydowanie wolę Drinkwater w książkach tego typu - o życiu na prowincji. Enerlich wypadła dobrze, ale na pewno nie będę sięgać po poprzednie części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta autorka napisała oliwkową serię, tak? ostatnio widziałam te książki w empiku outlet za 10 zł i kusiło, ale stwierdziłam, że szkoda mi miejsca na półce na te "babskie czytadła" ;) ja chyba przeczytam kolejne "prowincje...", bo jestem ciekawa właśnie tej ostatniej części, o której Ty ostatnio pisałaś ;) choć na pewno nie prędko po nie sięgnę, bo na razie jednak mam niesmak.

      Usuń
  4. Skoro fabuła tak bardzo kuleje to raczej sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
  5. uuu szkoda, ze powieść cię rozczarowała... miałam na nią ochotę, ale teraz to sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że jednak się przekonasz do zapoznania z kolejnymi powieściami. Szkoda byłoby skreślać autorkę ze względu na jedną wpadkę, a może inne książki są znacznie lepsze i troszkę mniej nieprawdopodobne? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. napisałam, że pewnie się zapoznam ;) tyle że nie teraz. Pewnie wrócę do kolejnych części w wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. a dziękujemy, też pozdrawiamy i zapraszamy do obserwowania :)

      Usuń
  9. Ojej... a ja już mam tę książkę na półce i czeka na swoją kolej, ale teraz nie wiem czy warto, może wstrzymam się do lata :)

    OdpowiedzUsuń